. Jasnowidz podchodzi do drzwi i pyta się:- Kto tam?- Pierniczę takiego jasnowidza.
Idzie turysta i widzi bacę drapiącego się w plecy.- Co, Baco, wsiura gryzie? - zagaduje turysta.- Nie, w plecy - odpowiada baca.
:- Stary posłuchaj - jadę na słoniu, za mną lew, obok dwa tygrysy...- O rany! I co zrobiłeś?- Nic, karuzela się zatrzymała i zsiadłem.
Wraca baca z Krakowa do Zakopanego autostopem i mówi do kierowcy:- Panocku ale teroz to som casy; Kaj chces to wos zawiezom, zawiezom wos do hotelu, jeść dadzom, przenocujom i jeszcze dutków dadzom.Kierowca pyta:- Baco, wam się tak zdażyło?- Mnie nie ale mojej córce to cęsto.
:- Baco, głęboki ten staw?- Nie.Więc turysta wszedł się wykąpać i się utopił. A baca cichutko mówi:- Kacce to było ino do sksydeł.
.- Oskarżony twierdzi, ze uderzył poszkodowanego jeden raz zwiniętą gazetą?- Ano.- I od tego ciosu gazetą poszkodowany doznał wstrząsu mózgu?- Skoro tak doktor powiedział...- W takim razie co było w gazecie?- Nie wim, nie cytałem.
:- Ile macie dochodów?- Wysoki sądzie, do chodów to ja mom dwie nogi, ale obie kipskie.
:- Ależ pan musi być szczęśliwy... patrzy pan na zaślubiny górskich szczytów z obłokami, widuje pan zachodzące słońce wypijające czar niknącego tajemniczego dnia...- Oj widywałem ja, widywałem - przerywa góral - ale już teraz nie piję.
Baca trzyma swoją teściową nad przepaścią i mówi:- Mój dziad zarąbał swoją teściową ciupaską, mój ojciec swoją teściowa powiesił, a jo cie kochom to cie puscom wolno.
Baca spotyka starego kolegę na ulicy handlującego lodami i mówi:- Pożycz mi 2000 zł.- Przepraszam ale nie mogę Ci pożyczyć bo mam umowę z tamtym bankiem.- Umowę? - dziwi się Baca.- Ja im obiecałem, że nie pożyczę nikomu pieniędzy a oni, że nie będą sprzedawać lodów.